Praca alternatywna to praca niekonwencjonalna, dostosowana zwykle do potrzeb pracującego. Praca taka jest przeznaczona dla wszystkich, którzy nie mogą pracować na pełen etat, w ściśle określonych godzinach lub po prostu chcą to robić w domu.

W dzisiejszych czasach wybór takiej opcji jest dość szeroki.
Najbardziej znaną formą takiego zatrudnienia jest praca w domu - telepraca. Jest to opcja szczególnie dogodna dla samotnych rodziców, osób starszych lub niepełnosprawnych. Zadania wykonuje się wówczas w domu a wyniki pracy przesyła się bezpośrednio do pracodawcy. Taka forma zatrudnienia sprawdzi się głównie dla pracowników naukowych, przedstawicieli handlowych, tłumaczy, architektów, dziennikarzy, korektorów, grafików, fotografów, programistów, redaktorów, księgowych, prawników czy analityków. Ale nie tylko dla nich.
Praca w domu ma bardzo dużo zalet. Przede wszystkim daje nam możliwość dostosowania godzin pracy do swoich potrzeb. Bardzo istotny jest też fakt, że oferty pracy można szukać na terenie całego kraju a nawet poza nim. Praca taka daje również poczucie komfortu psychicznego, nikt przecież nie będzie nam "patrzył na ręce". Będziemy również mniej narażeni na stres. Ogromną zaletą jest możliwość skupienia większej uwagi na swojej rodzinie. Zaoszczędzimy również na kosztach dojazdu do firmy.
Decydując się na taką opcję musimy jednak wiedzieć, że w domu potrzebny będzie nam komputer, fax., drukarka oraz stały dostęp do internetu. Trzeba również pamiętać o tym, że pracodawca będzie wiedział, że jesteśmy dla niego dostępni przez całą dobę i będzie to wykorzystywał. Praca "na odległość" sprzyja też powstawaniu wszelkiego rodzaju nieporozumień. Praca taka wymaga dużo dyscypliny i samozaparcia. Nieumiejętność zorganizowania sobie czasu może przeszkodzić w wykonaniu zadań "na czas". Praca tego typu może powodować zacieranie sie granic między czasem prywatnym a czasem pracy oraz znacznie osłabić życie towarzyskie.
Wybierając tę formę zatrudnienia przeanalizujmy wszystkie plusy i minusy. Czasami ucieczka od złego szefa może okazać się przysłowiowym przejściem "z deszczu pod rynnę".
P.D.


