Stało się! Studia skończone. Cóż za euforia! Już nie jestem studentką. Teraz jestem … bezrobotna!
Nadszedł czas na znalezienie wymarzonej pracy. Przeglądam oferty, kupuję sobotnią gazetę i nic. Ofert dla „Świeżaków” jest bardzo mało. Postanawiam wybrać się do Urzędu Pracy. Tam na pewno znajdę idealne zatrudnienie.
Na miejsce docieram około godziny dziewiątej. Podchodzę do recepcji i mówię, że pragnę się zarejestrować. „Miła Pani” wybucha śmiechem. Początkowo pomyślałam, że ucieszył ją mój zapał do pracy ale śmiech był daleki od radości, raczej przypominał kpinę. Po uspokojeniu recepcjonistka poinformowała mnie, że aby się zarejestrować i otrzymać numerek trzeba przybyć na miejsce o godzinie 7:00. No to do jutra!
Budzik zadzwonił o 5:30. Życie studenckie oduczyło mnie wstawania w środku nocy ale emocje niemal wypchnęły mnie z łóżka.
Docieram przed Urząd o 6:40. Kawałek dalej widzę tłum ludzi ustawionych w gigantyczną kolejkę. Przez chwilę zastanawiam się co sprzedają za rogiem, jednak przypadkowy przechodzeń uświadamia mnie, że jest to kolejka do rejestracji. Ustawiam się dumnie w kolejkę. Nie wiem ile osób jest przede mną. Przy 128 straciłam rachubę. Drzwi wejściowe są zamknięte. Wielkie otwarcie punkt siódma. Nagle podchodzi do mnie miły starszy Pan. Oznajmia mi, że w moim obecnym położeniu do celu dojdę około 09:30. Załamuję się. Pan pociesza mnie i mówi, że jego kolega stoi trzeci w kolejce i chętnie ustąpi mi miejsce. Cóż za szczęście. Czy to mój wrodzony urok osobisty? Idę za wybawcą i ze współczuciem i satysfakcją zarazem zerkam na grupkę kolejnych 20 osobników, którzy przez chwilę zdążyli już ustawić się za mną. Uff! Jestem trzecia. Co za szczęście! Dosłownie bujam w obłokach. Na ziemie szybko sprowadza mnie kolega ów wybawcy żądając 30zł za „miejscówkę”. Zaglądam do portfela. Znajduję 12,85zł. Pan mówi, że za mało i odsyła mnie z powrotem. Wracam na miejsce. Niestety trafiam jakieś 50 osób dalej niż poprzednim razem. Nie załamuję się. Czekam…
Jest 8:30 kolejka zmniejszyła się na tyle, że mogę przejść przez drzwi i poczytać informacje w gablotkach. W środku jest jeszcze spory utworzony z ludzi ślimak ale nie poddaję się i nadal czekam. Przez niespełna 1,5 godziny poznałam historię życia pięciu osobników i wiem już jak przyrządzić kurczaka po tajsku.
Dochodzi 10:00. Jestem trzynasta w kolejce. Liczba co prawda pechowa, ale czy może mnie spotkać jeszcze coś złego? Szczerze wątpię.
Jest cel. Z satysfakcją podchodzę do recepcjonisty i pokazuję mu dokumenty.
Z chwilowej radości wyrywa mnie głos dochodzący do mnie jakby w zwolnionym tempie, jak na filmach gdy dzielny żołnierz zostaje ogłuszony bombą a jego koledzy krzyczą mu co ma robić:
„Numerki właśnie się skończyły… Proszę przyjść jutro”


